[ Pobierz całość w formacie PDF ]
potwierdzi naszego braterstwa.
Steward i Dikson oczyma penetrowali wieś. Nie była wielka. Kilkanaście chat nad brzegami bystro
płynących strumieni. Dwa obszerne wigwamy wyplecione z trzciny i prętów stały nieco na uboczu. Te
właśnie chaty oddano im do użytku. Wokół, za drzewami, ukrywali się uzbrojeni wojownicy.
� Nieciekawie to wygląda rzucił Dikson. Dalej nas otaczają.
� Nie ufają nam odrzekł Steward. Zejdzmy, Harry, z siodeł. Zachowujmy się normalnie. Cóż
mogą zrobić, skoro jest ich tu niewielu?
Wydali rozkazy. Wojsko poczęło rozbijać obóz. Konie uwiązano do pobliskich drzew. Rozstawiono
gęste straże. Oficerowie weszli do jednej z chat. Była ubogo wyposażona. Na grubej warstwie gałęzi
leżały skóry niedzwiedzie i bizonie. Nic więcej.
� Rzeczywiście, musieli przybyć tu niedawno powiedział Harry.
� Warto porozmawiać z Dobrym Strzelcem, może być przydatny Unii, jeśli prawda, że jest skłócony
z Tecumsehem rzekł Robert.
� Wybadać go trzeba koniecznie potwierdził Dikson.
� Tu spędzimy noc?
Chyba tu. W chacie zawsze ciepłej odrzekł Harry.
Wyszli na zewnątrz. Steward polecił jakiemuś żołnierzowi
rozpalić w wigwamie ogień. Sami stanęli pod wyniosłym dębem? i patrzyli wokoło.
� Moglibyśmy łatwo zniszczyć tę szawaneską wieś z przekonaniem odezwał się Dikson.
� Zginęłoby wielu żołnierzy. Nie warto.
� Wraca Strzelec.
Czerwonoskóry szedł w ich stronę z dumnie wzniesioną głową. Za nim podążało trzech innych
wojowników. Mieli na sobie barwne opończe, we włosach pióra ptaków. Zatrzymali się przed oficerami.
Rada Starszych pragnie z białymi braćmi wypalić fajkę pokoju powiedział Dobry Strzelec
Wejdzmy do wigwamu.
Nie czekając na odpowiedz uchylił derkę zasłaniającą wejście: i przekroczył próg chaty. Trzej Indianie
poszli za nim.
Dikson skinął głową na Stewarda. W wigwamie usiedli wokół płonącego ogniska. Dobry Strzelec zdjął
z szyi kalumet i z pietyzmem począł nabijać cybuch tytoniem. Następnie wydobył z ognia węgielek i
zapalił fajkę. Powstał i z dostojeństwem4 zaczął:
Puma Gotowa do Skoku połączył się z Agolaszima przeciw Długim Nożom. Dlatego Dobry Strzelec
opuścił Tecumseha i z wojownikami różnych plemion pragnie żyć w przyjazni z Miczi--malsa. Potwierdzi
prawdę tych słów wielki szaman Miamisów,
Skrzydło Orła.
Szawanez wydmuchał dym w cztery strony świata, w ziemię i w niebo i oddał kalumet swemu
sąsiadowi. Sędziwy Indianin, o pomarszczonej twarzy, z pasmami siwiejących włosów, przyjął fajkę. Z
nabożną czcią patrzył na złotem żarzący się tytoń i nikłą smużkę unoszącą się znad cybucha.
Dobry Strzelec, syn rodzonej siostry Tecumseha, powiedział prawdę zaczął szaman.
Odeszliśmy wszyscy od swoich plemion, aby na uboczu wojny żyć w pokoju. Hugh!
Steward zerwał się gwałtownie.
Jesteś synem siostry Skaczącej Pumy? zawołał nie panując nad sobą.
Indianie poruszyli się pełni oburzenia. Szaman ze zgorszeniem zwrócił się do Roberta:
� Biały brat nie panuje nad swymi uczuciami. W wigwamie unosi się święty dym kinnikinick2, nie
wolno go bezcześcić.
� Dobry Strzelec jest synem siostry Tecumseha odpowiedział chłodno Szawanez. Niech mój
brat zachowuje się, jak wojownikowi przystało.
Usiądz! Dikson pociągnął Roberta za mundur.
Porucznik Steward siadł, ręce mu drżały z podniecenia. Opanowując się powiedział:
� Nie chciałem znieważyć kalumetu, ale spotkanie Dobrego Strzelca, blisko spokrewnionego z Pumą
Gotową do Skoku jest dla mnie tak ważne, że musiałem to pytanie zadać.
� Ugh szaman podał fajkę następnemu Indianinowi.
� Ogon Wydry odszedł z wioski Seneków, bo nie chce walczyć z Miczi-malsa powiedział i z
szacunkiem wydmuchał dym, potem podał fajkę Diksonowi.
Ten wziął ją, uważnie przyglądał się jej misternej robocie, zastanawiał się nad treścią przemówienia,
wreszcie zaczął:
[ Pobierz całość w formacie PDF ]